[ Strona główna ]


Jedyny w swoim rodzaju Skarb Ekstraklasy - statystyki, sylwetki, kariery graczy, historie, osiągnięcia klubówSkarb I ligi - statystyki, kariery graczy, historie i osiągnięcia klubówRozgrywki regionalne 2018/2019 - od IV ligi do Klasy C !Wyszukiwarka klubów, zawodników i sędziów w serwisie 90 MinutJeśli chcesz skontaktować się z redakcją - najpierw to przeczytaj!
90minut.pl
 CLJ
 PZPN
RSSSF

 


   

Michał Jerzyk
Lechia Gdańsk - Historia

Początki istnienia (1945)

Zniszczony Gdańsk tuż po WojnieOd pierwszych dni odzyskania niepodległości przystąpiono w Gdańsku do odbudowy zniszczeń wojennych. Powstało Biuro Odbudowy Portów i swoich zwolenników znalazł również sport, uznany w dobie wielkiej migracji ludności za ważny czynnik cementujący środowisko.
Już 17 kwietnia 1945 roku, podczas gdy nad zniszczonym Gdańskiem echo niosło odgłosy artyleryjskiej kanonady i pojedynczych wystrzałów karabinowych, pod miastem toczyły się jeszcze walki, a jednostki Wojska Polskiego likwidowały resztki rozbitych formacji hitlerowskich, odbył się pierwszy w wyzwolonym Gdańsku mecz piłkarski. Drużyna złożona z funkcjonariuszy VI Komisariatu Milicji Obywatelskiej pokonała stacjonujących w sąsiedztwie radzieckich żołnierzy 3:1. Taki był początek gdańskiego sportu.
W niespełna miesiąc po tym historycznym wydarzeniu powstawać zaczęły pierwsze kluby z prawdziwego zdarzenia. A więc Milicyjny Klub Sportowy, którego tradycje przejęła potem Pogoń, a następnie Gwardia i GKS Wybrzeże, reaktywuje swoją działalność słynna Gedania oraz kluby tczewskie - Wisła i Unia, w Nowym Porcie powstają: Strażacki Klub Sportowy Płomień oraz WKS Flota. Powstają także: wejherowski Gryf, gdyński Grom oraz Mir (późniejsza Arka), a także Klub Sportowy Biura Odbudowy Portów - późniejsza krótkotrwała Baltia, a dziesiejsza Lechia Gdańsk...

30 lipca 1945 roku rozpoczął oficjalną działalność Okręgowy Związek Piłki Nożnej, którego pierwszym prezesem został Zdzisław Skowroński (pełnił tę funkcję zaledwie kilka miesięcy).

Ukonstytuowanie pierwszego zarządu BOP nastąpiło 7 sierpnia 1945 roku. Funkcję prezesa klubu powierzono dyrektorowi Biura Odbudowy Portów - inż. Władysławowi Szedrowiczowi. W skład zarządu weszli: Witold Dubielewicz, Henryk Skrzypczak, Sławomir Zieleniewski (znany trener i lekkoatleta), Zdzisław Ćwiek, Staszczyński, Niedźwiecki, Slowacki (skarbnik). Ustalono również, że kolor biało-zielony tworzyć będzie zewnętrzny symbol klubu.

W dniach 25-26 sierpnia 1945 roku zorganizowano pierwsze w wolnym Gdańsku Święto Sportu. Jednak na stadion przy ulicy Traugutta nie konkurencje lekkoatletyczne ściągnęły kilkanaście tysięcy widzów, ani nie bieg uliczny na dystansie 3 km o nagrodę Prezydenta Miasta, czy wyścig kolarski na trasie 10 km o nagrodę prezydenta BOP-u. W centrum zainteresowania znalazł się finałowy mecz błyskawicznego turnieju piłkarskiego z udziałem najlepszych zespołów Wybrzeża. Już tydzień wcześniej rozpoczęły się eliminacje, do których przystąpiło 8 drużyn: Milicyjny KS, Gedania, BOP, Płomień, Flota, OM Tur, ZZK Gdańsk i Grom Gdynia. W pierwszej serii spotkań faworyci zwyciężali bez trudu, ale już w półfinałach padły zgoła nieoczekiwane rozstrzygnięcia. Oto dwie najsilniejsze wówczas jedenastki Wybrzeża odpadają z turnieju! Takiego obrotu sprawy nikt się nie spodziewał - Gedania przegrała z Płomieniem, a BOP z Flotą. W finale, na zakończenie Święta Sportu, spotykają się więc strażacy z marynarzami i po zaciętej oraz wyrównanej walce wygrywają ci pierwsi w stosunku 1:0.

Pierwsze mistrzostwa okręgu przeprowadzili właśnie piłkarze. Nic w tym dziwnego - było ich najwięcej, najwcześniej się zorganizowali i stanowili wówczas niewątpliwie najsilniejsze i najbardziej prężne środowisko sportowe na Wybrzeżu. Poza tym kluby dość już miały spotkań towarzyskich o przysłowiową "pietruszkę" - chciały sprawdzić swą wartość w ogniu zaciętej walki o mistrzowskie punkty. Decyzja zapadła więc jednogłośnie i już na początku września 1945 roku rozpoczęły się eliminacje, które miały wyłonić dziesięć najlepszych zespołów piłkarskiej A klasy okręgu gdańskiego. Niemal dwa miesiące trwały ambitne zmagania osiemnastu drużyn z Trójmiasta, Tczewa, Wejherowa, Elbląga, a nawet Pelplina. W efekcie utworzona została pierwsza w historii gdańskiego futbolu "A klasa" (dziesiejsza "liga okręgowa"). W skład jej wchodziły: BOP Baltia Gdańsk (na skutek połączenia się BOP-u z Baltią), Flota Nowy Port, Gedania Gdańsk, Grom Gdynia, Gryf Wejherowo, Milicyjny KS Gdańsk (który już wkrótce zwać się będzie MKS Pogoń), Płomień Nowy Port, OM TUR Gdańsk oraz tczewskie drużyny Unii i Wisły.

Pod koniec października, kiedy na Wybrzeżu ciągle utrzymywała się ładna, słoneczna pogoda, A klasa przystąpiła do pierwszej rundy rozgrywek mistrzowskich. Bardzo szybko utworzyła się ścisła czołówka, w której należało szukać pierwszego mistrza Wybrzeża w piłce nożnej. Doskonale spisywała się Gedania, oklaski zbierała bojowa Pogoń i twarda Flota, dużym zaskoczeniem była postawa Groma. Ale największą i zasłużoną sławą cieszyli się tamtej jesieni piłkarze BOP-u. Szli oni od zwycięstwa do zwycięstwa, strzelając efektowne bramki i siejąc postrach w szeregach przeciwników. Np. Płomień przegrał aż 4:11, a Wisła 1:8. Najlepiej trzymali się milicjanci, którzy ulegli biało-zielonym tylko 2:3 oraz marynarze, którzy jako jedyni w rozgrywkach uzyskali z BOP-em zaszczytny remis 3:3. W rezultacie BOP zajął pierwsze miejsce w niedokończonej zresztą, bo przerwanej przez mrozy i śniegi, jesiennej rundzie rozgrywek.

BOP szturmem zdobył serca gdańskiej publiczności, która szalała z radości, gdy na boisko wchodziła słynna "trójka muszkieterów" - Baran, Łącz i Hogendorf. Tych trzech znakomitych napastników już przed wojną należało do elity polskiego piłkarstwa, a po wojnie wielokrotnie reprezentowali oni barwy narodowe. Na Wybrzeże ściągnął ich nie mniej sławny pomocnik lwowskich Czarnych - Czyżewski, pracujący w BOP-ie jako referent kultury fizycznej. Grała ta czwórka jak marzenie... Kibicom BOP-u na długo utkwiła w pamięci pozornie przyciężkawa sylwetka Stanisława Barana, który błyskawicznie startował do każdej piłki i strzelał "jak z armaty" z lewej oraz prawej nogi; albo przystojnego, czarnowłosego Mariana Łącza, popularnego "Makusia", znanego aktora scen warszawskich, zadziwiającego wszystkich refleksem, pomysłowością i celnymi "główkami"; albo lekko już wtedy łysiejącego, prawoskrzydłowego Tadeusza Hogendorfa, którego precyzyjne centry były (i mogą być do dziś) wzorem dla piłkarskiej młodzieży; i wreszcie spokojnego stratega, już wtedy mocno szpakowatego Zygmunta Czyżewskiego, wybornego technika, gdy celnymi podaniami z głębi pola wypuszczał w bój swych znakomitych kolegów z napadu. Nie było meczu, żeby jeden z "wielkiej trójki" nie zdobył przynajmniej jednej bramki. Były i takie spotkania (z Wisłą Tczew), gdy Baran strzelał pięć goli, a Łącz i Hogendorf po trzy.

Ówczesny skład BOP-u uzupełniali między innymi: były piłkarz Cracovii Stefan Lasota i znany ze swej zbyt ostrej gry Bolesław Żytniak w obronie, oraz późniejszy załużony piłkarz Lechii inż. Aleksander Kupcewicz, a także Gwoździński i Januszewski w ataku.

Mimo nader przeładowanego terminarza spotkań mistrzowskich na jesieni, BOP znajduje jeszcze czas na wyjazdowe mecze towarzyskie. W Bydgoszczy gdańszczanie gromią w listopadzie mistrza Pomorza - Polonię 6:1, a w Poznaniu wygrywają z KKS-em i remisują z Dębem 1:1.

Pierwszy - jakże bogaty - sezon zamykają piłkarze gdańscy spotkaniem międzynarodowym, rozegranym 16 grudnia na Stadionie Miejskim we Wrzeszczu (miejsce obecnego stadionu Lechii). Do Gdańska zawinął angielski statek "Fort Bourbon" z darami UNRRA. Wysportowana załoga tego statku chciała jeszcze koniecznie dać gdańszczanom w prezencie pokazową lekcję klasycznego angielskiego futbolu. Pewni siebie synowie Albionu "wypowiedzieli" więc mecz najlepszej gdańskiej jedenastce. Wyzwanie trzeba było przyjąć... Spotkanie odbyło się na porządnie już zmarzniętym i lekko pokrytym śniegiem boisku. Na trybunach, mimo dotkliwego chłodu, znalazło się paruset przytupujących widzów. "Wiadomo - Anglicy, ci to zawsze potrafią grać w piłkę", "Ciekawe, czy nasi się nie skompromitują?" - takie nastroje panowały na widowni. Tymczasem piłkarze BOP-u już po pierwszych piłkach zorientowali się, że mają do czynienia ze słabeuszami i już do przerwy spokojnie zaaplikowali im pięć bramek, specjalnie się zresztą przy tym nie wysilając. Anglicy schodzili do szatni z bardzo niepewnymi minami, gorączkowo się tylko dopytując, czy to aby na pewno Polacy, a nie jacyś przebrani Węgrzy, Szwedzi lub Urugwajczycy. Aby pogłębić ich wątpliwości, napastnicy BOP-u strzelili po przerwie jeszcze dziewięć bramek i dopiero gdy mecz dobiegał końca, łaskawie zezwolili Anglikom na zdobycie honorowego gola - na zasadzie polskiej gościnności. I chyba dopiero to (a także pomeczowa wspólna kolacja) przekonało załogę "Fort Bourbon", że miała do czynienia z autentycznymi Polakami.

poprzednia strona | następna strona

 

Napisz do nas